Opanuj angielski w 7 tygodni!

Dzisiaj kolejna rezencja kursu do nauki języków obcych. Tym razem jest to „Angielski. Kurs dla wiecznie początkujących” przygotowany przez wydawnictwo EDGARD. Kopię kursu potrzebną do recenzji otrzymałem w prezencie i będzie ją można wygrać w naszym szybkim konkursie (szczegóły poniżej).

Jedną z trudności przy nauce języków obcych jest, paradoksalnie, różnorodność dostępnych metod i materiałów edukacyjnych. Uczyć się z podcastów czy mobilnych aplikacji? A może z Youtube albo jakiegoś podręcznika? Nawet jeśli odpowiemy na to pytanie i, powiedzmy, że decydujemy się na aplikację w telefonie, to którą wybrać? Jest ich kilkadziesiąt jeśli nie kilkaset! Jak się uczyć, wkuwać słówka czy skupić się na rozmowie z native speakerem? Oglądać filmy z napisami czy może pojechać do kraju, w którym wszyscy posługują się językiem?

Każda osoba, która chce nauczyć się języka stoi przed podobnymi wyborami i musi podjąć jakieś decyzje. Problem w tym, że metody nauki często się nudzą. Zaczynamy jeden kurs by go szybko porzucić na rzecz innego lub zupełnie innej metody. Po pewnym czasie i ta nam się znudzi, więc szukamy innego, lepszego i bardziej skutecznego rozwiązania. W rezultacie kręcimy się w kółko, rozpoczynamy wiele projektów ale żadnego nie kończymy. Co robić w takiej sytuacji?

Wydaje mi się, że jedyną sensowną rzeczą, którą możemy zrobić jest zdecydowanie się na jedno rozwiązanie i trwanie przy nim przez kilka miesięcy. Obojętnie co to będzie (książką, podręcznik, kurs audio czy aplikacja), powinniśmy przez kilka miesięcy trwać przy swoim wyborze i dotrzeć do jakiegoś konkretnego punktu w nauce. Najlepiej jeśli będzie to koniec kursu ale może to być jakiś niższy pułap, np. zapamiętanie 500 słówek, nauczenie się na pamięć 10 piosenek, opanowanie pierwszych 10 rozdziałów, etc. Dopiero wtedy będziemy mogli zauważyć i ocenić postęp jakiego dokonaliśmy i na tej podstawie podjąć decyzję czy wartu kontynuować czy też musimy coś zmienić. Jeżeli nie wdrożymy tego systemu i nie wytrwamy w nauce kilka miesięcy, trudno nam będzie zauważyć postęp w nauce. Będziemy frustrowani i zrezygnujemy na rzecz innej, „lepszej” i „skuteczniejszej” metody. Taka metoda jednak nie istnieje, to my sami jesteśmy problemem a nie rozwiązanie, z którego korzystamy 🙂

No tak ale miała to być recenzja kursu „Angielski. Kurs dla wiecznie początkujących”! Już wracam do tematu 🙂 Ten kurs jest adresowany właśnie do „wiecznie początkujących”, osób, które próbowały różnych metod i nie osiągneły dobrych rezultatów, które wiele rozpoczynały ale niczego nie skończyły. Kurs zapewnia wszystko czego potrzebujemy aby szybko ruszyć z miejsca i w rekordowo szybkim czasie osiągnąć poziom średnio-zaawansowany B2. Metoda, którą odnajdziemy w kursie jest metodą tradycyjną (uczymy się z papierowej książki) wzbogaconą dźwiękami nagranymi przez native speaker’ów (na płytkach CD) oraz interaktywnymi grami i ćwiczeniami językymi pomagającymi utrwalić materiał.

Co zawiera „Angielski – Kurs dla wiecznie początkujących”?

Angielski. Kurs dla wiecznie początkujących

Wszystkie materiały zawarte są w ładnie zaprojektowanym pudełku. Otwierając je odnajdziemy w środku książkę zawierającą 237 strony oraz 8 płyt CD. Na pierwszych 7 płytach odnajdziemy pliki audio z wymową wszystkich słówek i wyrażeń z książki (ogólnie prawie 6 godzin nagrań). Płyta ósma zawiera prosty program, który po instalacji umożliwi granie w gry językowe i utrwalanie materiału kursu.

Naczelnym przesłaniem kursu jest intensywna nauka i szybkie opanowanie materiału w ciągu 7 tygodni. Książka została podzielona na 7 rozdziałów zawierających 7-9 lekcji. Rozdziały odpowiadają tygodniom jeżeli chcemy trzymać się sugerowanego harmonogramu powinniśmy przerobić codziennie minimum jedną lekcje i jeden rozdział w każdym tygodniu. Każda lekcja „mieści się” na 2 lub 3 stronach i wydaje się, że można ją opanować w ciągu dnia. W praktyce to zadanie będzie bardzo trudne ponieważ na tych kilku stronach upchnięto dużo informacji.

Lekcje są dosyć zróżnicowane choć autorzy kursu prezentują słownictwo tematycznie pokrewne, np. rodzina, żywność jedzenie, restauracja, pytania o drogę w mieście, itp. Naukę w każdym tygodniu rozpoczynamy od słownictwa i pomocnych zwrotów by w dalszej części przejść do gramatyki, nauki czasowników nieregularnych, idiomów i phrasal verbs. Każdy rozdział kończy się testem, który sprawdza opanowanie materiału. W książce odnajdziemy również kilkanaście krótszych tekstów o kulturze brytyjskiej, dodatkowych ćwiczeń i krzyżówek. Autorzy na samym końcu książki zamieścili tabele gramatyczne, tabele z czasownikami nieregularnymi oraz słownik wyrażeń użytych w podręczniku.

Mocne i słabe strony kursu

Chyba największym plusem kursu wydawnictwa EDGARD jest jego zróżnicowanie i „kompletność”. Kurs mile zaskakuje i prezentuje zagadnienia językowe w sposób ciekawy dbając jednocześnie o ich kompletność. Korzystając z kursu poznamy słownictwo i zwroty, którze rzeczywiście nam się przydadzą ale nie zapomnimy również o nauce podstawowych reguł gramatycznych pozwalających na poprawne wysławianie się. Język angielski nie jest językiem fonicznym i związek między słowem pisanym i mówionym jest dosyć luźny. Dlatego bardzo ważną rzeczą jest słuchanie oryginalnych nagrań przygotowanych przez osoby, dla których angielski jest językiem ojczystym. Jak wspomniałem kurs zawiera aż 7 płyt CD z nagraniami wszystkich słówek i wyrażeń. Uczący nie powinien o nich zapominać i częste odsłuchiwanie i wymawianie zdań powinno być stałym elementem nauki z podręcznika. Ułatwi to i przyspieszy zapamiętywanie treści. Książka i dźwięki to nie wszystko, kurs zawiera również software z grami i testami, z którego również warto korzystać.

Wydaje mi się, że kolejną mocną stroną kursu jest tradycyjne podejście (no nonsense approach 🙂 ). Nauka opiera się na czytaniu papierowego podręcznika, odsłuchiwaniu nagrań i wypowiadaniu fraz. Tak uczyliśmy się kilkanaście lat temu, tak uczyli się nasi rodzice i z reguły z dobrymi efektami. Czasami odnoszę wrażenie, że nauka z aplikacji, ebooków i podcastów jest mniej skuteczna i po kilku tygodniach okazuje się, że była stratą czasu.

„Angielski. Kurs dla wiecznie początkujących” wymaga nauki bardziej tradycyjnej, w skupieniu, przy biurku, z otwartą książką i stawia poprzeczkę bardzo wysoko. Wszystko czego potrzebujemy jest przed nami, musimy wykonać jednak pracę.

Okej, teraz kilka minusów. Kurs jest odrobinę „zbyt ambitny”. Kolejne rozdziały Tydzień 1, Tydzień 2 sugerują, że powinniśmy opanować każdy rodział w ciągu tygodnia. Jest to zadanie trudne do wykonania i może wywołać w uczących się frustrację. Spróbujmy w nią nie popaść i jeżeli to się nie uda nadal uczmy się regularnie. Nic się nie stanie, jeśli ukończymy kurs w 10 czy 14 tygodni, ważne aby codziennie przerabiać część materiału i iść do przodu.

Drugi mały błąd to udostępnianie dźwięków na CD. Część osób może mieć problemy albo z ich odtworzeniem (np. brak czytników CD w laptopach) albo z odtwarzaniem z urządzeń mobilnych (nie każdy wie jak zgrać dźwięki z CD i przenieść je do urządzenia mobilnego). Być może lepszym rozwiązaniem byłoby udostępnianie dźwięków online, tak aby uczący się mogli je pobrać (nie jestem pewny, być może jest taka opcja ale nie jest ona wyraźnie zaznaczona w kursie).

To właściwie wszystko o plusach i minusach kursu. Generalnie zachęcam do skorzystania z kursu wszystkie osoby, które nie wiedzą jak się uczyć albo miały już kilka podejść do nauki angielskiego, z których niewiele wynikło. „Angielski. Kurs dla wiecznie początkujących” może im pomóc, oczywiście pod warunkiem, że wykonają potrzebną pracę.

Ile kosztuje kurs i gdzie go kupić?

Kurs dostępny jest w Polsce na stronie wydawnictwa: Angielski. Kurs dla wiecznie początkujących. Nowa edycja i w innych księgarniach językowych. Kurs aktualnie kosztuje 55,92 złotych czyli około £11.50.

Osoby mieszkające w UK, mogą go również zamówić w jednej z polskich księgarni na wyspach. Oto linki kilku z nich wraz z cenami:

Wydawnictwo EDGARD ma w swojej ofercie większą liczbę materiałów do nauki języka angielskiego. Więcej informacji i możliwość ich zamówienia na stronie: Kursy języka angielskiego wydawnictwa EDGARD.

Zamieść komentarz i wygraj kurs za darmo!

Jak wspomniałem kurs otrzymałem za darmo w celu napisania recenzji. Znam już jednak język angielski i nie będę z niego korzystać więc postanowiłem podarować go jednej z czytelniczek lub jednemu z czytelników Smart Polaka. Zróbmy więc szybki konkurs, aby wziąć w nim udział należy napisać komentarz pod tym wpisem. Treść jest niemal dowolna, można napisać o najbardziej skutecznych sposobach nauki języka obcego, problemach, z którymi ktoś się boryka, polecić jakiś jakieś inne rozwiązanie czy wyrazić swoją opinię o artykule. Autor lub autorka najciekawszego wpisu otrzyma za darmo kurs, rozstrzygnięcie konkursu 15 kwietnia.

To wszystko tym razem, zachęcam do zamieszczenia komentarza i wzięcia udziału w konkursie 🙂

Rozstrzygnięcie konkursu
Przede wszystkim bardzo serdecznie dziękuję wszystkim osobom, które wzięły udział w konkursie i zamieściły komentarz pod artykułem. Niektóre z komentarzy są naprawdę interesujące i miałem spore problemy z wyłonieniem zwycięzcy.
Nagroda powędruje do MrCN’a, który w komentarzu podzielił się z nami kilkoma interesującymi spostrzeżeniami i sposobami na skuteczną naukę języków obcych. To nie wszystko 🙂 Postanowiłem ufundować druga nagrodę (ten sam kurs) dla mamy Joanny, która zaimponowała mi motywacją. Mam nadzieję, że kurs pomoże jej w szybszej nauce angielskiego.
Gratuluję zwycięzcom i proszę ich o kontakt mailowy z info[małpka]smartpolak.co.uk celem ustalenia szczegółów dotyczących wysyłki.

26 odpowiedzi do Opanuj angielski w 7 tygodni!

  1. ola 24 marca 2017 o 20:24 #

    No super! Tego mi trzeba!

    • Paweł Kłosiński 25 marca 2017 o 11:14 #

      Hej Ola, sądząc po ilości komentarzy masz spore szanse na otrzymanie kursu 🙂
      Możesz napisać w jaki sposób uczysz się angielskiego, co jest najbardziej skuteczne a co niezbyt dobrze działa?

  2. Ernest 25 marca 2017 o 15:45 #

    Czesc poradnik jest bardzo dobrze rozpisany od A do Z na poczatku myslalem ze to bedzie kolejna recenzja na ktorej strace czas zeby przeczytac. Jak pozniej sie okazalo mylilem sie, od zawsze uzywalem aplikacji na telefonie aktualnie mam ich kilka I jedna na komputerze te z telefonu darmowe jakos nie przyciagnely mnie na tyle zebym spedzic z nim wiecej czasu, wszystko pomieszane I ciezko opanowac co do czego I gdzie zaczac, w kilku wczesniejszych ktore mialem I pozniej usunalem wyskakiwal komunikat po kilku lekcjach ze trzeba placic a pisalo ze sa darmowe, to mnie bardzo odrzucalo od dalszej nauki. Program na komputerze dostalem w prezencie nie pamietam nazwy uzywalem go I bylem zadowolony nawet widzialem postepy w moim j. Angielskim lecz moja licencja na 3 miesiace wygasla… Mam nadzieje ze uda mi sie wygrac kunkurs!

    • Paweł Kłosiński 27 marca 2017 o 12:49 #

      Hej Ernest, dziękuję za komentarz. Jeżeli nauka z jedną z aplikacji była skuteczna to może trzeba było kontynuować nawet opłacając abonament? Znajomość języka może pomóc w naprawdę wielu sprawach (więcej kontaktów, zmiana pracy na lepszą, itp) więc na pewno warto inwestować w naukę. Kurs jest naprawdę dobry i być może by Ci pomógł. Gdybyś nie wygrał nagrody to wydaje mi się, że te kilkanaście funtów nie powinno być problemem…

  3. Wanda 25 marca 2017 o 20:01 #

    Hej Paweł,

    Kurs dla wiecznie początkujących jest właśnie tym czego mi potrzeba!:)
    Od miesięcy borykam się z nauką języka, przerabiałam już aplikacje na tel, rozmowy z native speakerami i BBC learning english…
    Niestety, zawsze czegoś brakowało. Zbyt wiele słówek w jednym a zbyt wiele reguł i pisania w innym sposobie doprowadziły do tego że zbiechecilam sie do nich wszystkich.
    7 tygodni wydaje się wykonalnym czasem realizacji chociaż bez pracy i samozaparcia nieosiągalne niestety. ALE z wytrwałością i szczerą chęcią jak najbardziej!
    Myślę ze Ten Kurs może wreszcie cos zmienić, bo w sumie za czasów szkolnych uczylismy się z książek języka i z bardzo pozytywnymi efektami!

    Pozdrawiam
    Wanda Slazyk

    • Paweł Kłosiński 27 marca 2017 o 12:57 #

      Hej Wanda, dziękuję za komentarz. Jak wspomniałem w artykule, takie skakanie z jednej aplikacji czy jednego kursu na drugi naprawdę może utrudnić naukę. O ile opanowanie angielskiego nie stanowiło dla mnie większego problemu to aktualnie uczę się francuskiego i naprawdę powoli to idzie. Aktualnie stosuję Supermemo ale po opanowaniu jednego kursu chyba wrócę do papierowych książek. Przygodę z angielskim zacząłem od książki Język angielski dla początkujących http://wiedza.pl/pl/p/Audiokurs-Jezyk-angielski-dla-poczatkujacych-MP3-NOWE-WYDANIE-/426 jest to również bardzo dobra książka, teraz nawet z plikami mp3. W sumie uczyłem się non stop z tej książki przez około roku i to dało mi dobre podstawy do dalszej nauki.
      Wracając do tematu, naprawdę polecam zdecydowanie się na jedną rzeczy i codzienną, godzinną naukę. Efekty na pewno będą.

  4. Nikoleta 25 marca 2017 o 20:25 #

    Jestem przykładem osoby, która uczyła, uczy się i pewnie będzie się jeszcze długo uczyła angielskiego wieloma metodami. Zaczynałam od nauki w Polsce tradycyjnie w szkole, ucząć sie tylko i wyłącznie angielskiego w szkole potem na studiach inżynierskich, Po studiach wyjechałam do UK, jestem obecnie już 1,5 roku w UK. Początki były naprawdę trudne, wszyscy wiemy jaką znajomość angielskiego zyskuje się po szkole, a jak wygląda w praktyce posługiwanie sie obcym jezykiem w każdy dzień i w przeróżnych sytuacjach. Uważam, że najlepiej skutkuje, nauka w pracy, w codziennych rozmowach i sytuacjach oraz oglądanie filmów z angielskim lektorem. Ja swoje oglądanie uzupełniam o wyświetlanie równoczesne napisów w języku polskim, a angielskim, ponadto kiedy oglądam kolejne odcinki angielskiego serialu notuję na kartce, przydatne zwroty i słówka, póżniej spisując sobie je w notatkach, które ja osobiście prowadzę na komputerze. To dość mozolne, ale jestem z tych osób które muszą coś zapisać, aby zapamiętać:) Wcześniej uczyłam sie z kursu słuchając nagrań MP3, korzystałam z aplikacji na telefon przeznaczinych do nauki, dostawałam nowe słowka na maila.
    Do tego zmianiłam język oprogramowania w telefonie i komputerze, rozmowiam i piszę z osobami mówiącymi po angielsku, zdaża mi się w gronie Polaków również prowadzić rozmowy po angielsku, do tego krótkie filmiki w internecie nawet z dziećmi, wyświetlam sobie anglojęzyczne napisy do polskich filmików na Youtube. Staram sie przeplatać wiele metod, bo nie uważam nauki jezyka za coś wybitnie ciekawego, wiec potrzebuje urozmaicenia i wszystkiego po trochu aby to nie było tak bardzo nudne. Oczywiście widzę duże postępy w moim angielskim, ale to też proces bardzo długotrwały, więc nie mozna sie zniechęcać bo tu nie wystarczą tygodnie czy miesiące – tak naprawde potrzeba lat.

    • Paweł Kłosiński 27 marca 2017 o 13:12 #

      Hej Nikoleta, dziękuję za interesujący wpis. Masz rację, o ile jest taka możliwość nauka języka na pewno warto używać języka w sposób naturalny, np. rozmowa, oglądanie filmów, etc. Czasami języka uczymy się niejako przy okazji mile spędzając czas (czytając, oglądając seriale, etc.) Jest to jednak bardzo trudne na samym początku nauki. Wydaje mi się, że bez podstaw można oglądać telewizję w obcym języku bez czynienia jakichkolwiek postępów. Dlatego bardzo dobrze robisz wypisując sobie różne słówka i frazy z dialogów i ucząc ich się później. Gratuluję świetnych metod i osiągniętego poziomu.

  5. Marta 26 marca 2017 o 11:48 #

    Ciekawe czy ta metoda okaze sie skuteczna.. niestety ale aplikacje i rozne audio booki nie daja rady

    • Paweł Kłosiński 27 marca 2017 o 12:39 #

      Hej Marta, dzięki, mam podobny problem z nauką francuskiego. Próbowałem różnych metod i coraz wyraźniej widzę, żę trzeba wybrać jedną rzecz i jej się trzymać przez dłuższy czas.

  6. Kasia 26 marca 2017 o 12:34 #

    Może to będzie skuteczny kurs dla mnie. Przerobiłam kilka aplikacji,książki,słuchanki i poddawałam się bo zawsze mi coś nie pasowało.. lubię jeśli wszystko wytłumaczone krok po kroku,nie chaotycznie- tego mi bardzo brakuje we wszystkich kursach i aplikacjach

    • Paweł Kłosiński 27 marca 2017 o 12:38 #

      Hej Kasiu, dziękuję za komentarz. Myślę, że ten kurs mógłby Ci się spodobać, wszystko jest dobrze wytłumaczone i chociaż stanowi pewną całość to jednak kurs nie jest nudny.

  7. Marcin 26 marca 2017 o 15:35 #

    Ja polecam BBC Iplayer i włączone napisy. Można sobie wybrać , co kto lubi oglądać ( ja przeważnie ląduje w dziale comedy ). Pomocne zwłaszcza, kiedy chcesz złapać też coś ze „szkockiego”. Uwielbiam serial o szkockich policjantach, może do bólu głupi, ale komendant gada identycznie, jak mój szef. Wracając do kursów: rzeczywiście trudno znaleźć jeden , który przerobiłem od początku do końca… I później podstaw brakuje…

    • Paweł Kłosiński 27 marca 2017 o 12:31 #

      Dzięki Marcin, możesz podać tytuł tego serialu o policjantach, chętnie rzucę okiem 🙂 Znasz to? Hot Fuzz http://www.imdb.com/title/tt0425112/ , jeżeli nie to powinno Ci się spodobać.

    • kasia 17 kwietnia 2017 o 10:27 #

      z niecierpliwośćią czekam na rozwiązanie konkursu :>

      • Paweł Kłosiński 18 kwietnia 2017 o 14:17 #

        Przepraszam za opóźnienie Kasiu, święta i przygotowania do nich mnie tak wciągnęły, że zupełnie zapomniałem o konkursie. Rozstrzygniecie już dziś wieczorem.

  8. Tom 27 marca 2017 o 18:07 #

    Świetna recenzja i kolejny raz Świetna robota panie Pawle!
    Można powiedzieć, że czegoś takiego właśnie szukałem ale często tak mówiłem i często był problem z dotrwaniem do końca.
    Zobaczmy czym różni się ten kurs od innych. Pozdrawiam!

    • Paweł Kłosiński 28 marca 2017 o 11:58 #

      Hej Tomek, dzięki za miłe słowa. Naprawdę polecam, jeżeli potrzebujesz jednej książki czy kursu to raczej będziesz zadowolony. Kurs jest też dosyć tani także nie jest to jakaś wielka inwestycja… Powodzenia!

  9. Andrzej 28 marca 2017 o 22:58 #

    Moim skromnym zdaniem nie można nauczyć się języka w 7 tygodni na to trzeba być przygotowanym, ponieważ to zależy od bardzo wielu czynników np. wiek uczącego się, stopień koncentracji przy nauce i od innych preferencji psychicznych, jak to mówią jedni są ścisłowcami a drudzy humanistami. Ja kiedyś byłem powiedzmy sobie „dobry” w tym języku, po latach czytania w internecie i słuchania angielskojęzycznych stacji tv połowę z tego zapomniałem, kiedy wyjeżdżałem do Anglii twierdziłem, że to będzie kolejny plus nauczyć się języka od tubylców bo jeszcze wierzyłem w dobroć anglików i ich chęć uczenia innych swojego języka, po przyjeździe tutaj okazało się że z tej drugiej połowy zostało 10% a właściewie powinienem wymazać wszystko czego się uczyłem i zacząć od nowa. Zacząłem od aplikacji w telefonie, różnych tłumaczy i oczywiście podstawa to oglądanie angielskiego freeview z napisami. Tłumacze mają tą wadę że wpisując słowo po polsku otrzymujemy parę lub więcej słów po angielsku, a to nie znaczy, że tyle jest odpowiedników, tylko ilość słów angielskich oznacza ilość regionów Anglii w których się używa innych słów odpowiadających polskiemu, trzeba to brać z rozwagą, bo najgorsze jest to jak się powie do anglika coś a w odpowiedzi się słyszy „aj?” lub „say it again” albo łagodnie „sorry?” i człowiek dostaje takiej blokady, ha, ha, najlepszym usypiaczem mojej żony jest kurs Sita, bo nie potrafi dotrzymać czasami do końca lekcji i drzemie. Ja nie uważam że robię postępy, a wręcz w niektóre dni wydaje mi się że się cofam w języku, dlatego kiedy przeczytałem tą recenzję i zobaczyłem cenę, to stwierdzam że nie jest ona wygórowana, płaciłem za droższe i sprzedawcy mnie oszukiwali, dlatego może się zastanowię nad kupnem, bo jeśli stracę to tylko kilkanaście funtów, a nóż widelec będzie to na tyle dobre że wreszcie zatrybi w mojej i mojej żony głowie. Mam nadzieję że nie zanudziłem nikogo.

    • Paweł Kłosiński 29 marca 2017 o 10:48 #

      Bynajmniej Andrzej, dziękuję za interesujący wpis. Rzeczywiście, wiele osób ma problemy z mówieniem i rozumieniem po przyjeździe do UK nawet jeśli wydawało im się, że dosyć dobrze zdały język. Anglicy rzadko kiedy mówią jak lektorzy na kursach językowych, wiele osób ma również różne psychiczne blokady utrudniające komunikację. Chyba receptą na to jest po prostu mówienie jak najczęściej. Zresztą w ogóle z nauką języka tak jest, jeżeli ktoś chce dobrze czytać w obcym języku to powinien poświęcać dużo czasu na… czytanie 🙂 Chcę płynnie mówić w obcym języku? Musi mówić jak najwięcej, i tak dalej. Nie wiem czy ten kurs nie będzie dla Ciebie za łatwy Andrzej ale jeżeli potrzebujesz jakoś logicznie ułożyć wszystkie te informacje, to może się przydać. Generalnie staraj się korzystać jak najczęściej z żywego języka, oglądaj TV po angielsku, czytaj gazety i czasopisma po angielsku, rozmawiaj jak najwięcej z ludźmi, wykorzystaj to, że mieszkasz w UK.

  10. Joanna 30 marca 2017 o 19:31 #

    Witam serdecznie.
    Kurs chcialabym wygrac dla mojej mamy ktora juz 3 razy zaczynala kurs angielskiego i zawsze cos stawalo na drodze jej edukacji – albo lektor wyjechal i juz nie wrocil, albo zabraklo funduszy miejskich na rozpoczecie kolejnego poziomu albo dowiedziala sie za pozno o kolejnych zapisach i juz zabralko miejsca… Podziwiam moja 65-letnia mame, ktora swoja mlodosc spedzila pod presja nauki jedynego ‚wlasciwego’ jezyka Wielkiego Brata zza wschodniej granicy i sila rzeczy nie mogla nauczyc sie jezyka uniwersalnego we wspolczesnym swiecie. Podziwiam ja za determinacje (moja mama uczy sie poprzez przepisywanie slowek/zwrotow z jednego zeszytu do drugiego) , chec rozwoju mimo swoich lat i perspektywiczne myslenie (gdy moj syn wyjedzie na studia w swiat, dobrze byloby orientowac sie o co im chodzi na lotnisku gdy pojedzie w odwiedziny do wnuka… 😉
    Wszystkim ktorzy sa w UK i chca sie nauczyc jezyka zalecam przede wszystkim zywy kontakt z jezykiem (najlepiej przez prace bo w niej spedzamy gros naszego zycia, jesli to mozliwe) lub poprzez ulubione filmy (mozna ogladac po angielsku cos co juz znasz bo obejrzales po polsku, to pomoze w zrozumieniu kontekstu) czy sluchanie radia z audycjami najlepiej z udzialem sluchaczy (radio z piosenkami odpada, trudno zrozumiec tekst…). Pozdrawiam i zycze sukcesow w nauce 🙂

    Joanna

    • Paweł Kłosiński 31 marca 2017 o 12:47 #

      Hej Joanna, dziękuję za długi i interesujący komentarz. Tylko pogratulować Twojej mamie takiej postawy. Pomyśleć, że wielu młodym osobom nie chce się otworzyć książki :/
      Masz rację, jeżeli ktoś mieszka w UK to ma bardzo łatwy dostęp do „żywego języka” i warto z tego skorzystać. Jeśli ktoś lubi słuchać radio, polecam świetną audycję Just a minute. Kilka odcinków jest dostępnych tutaj: http://www.bbc.co.uk/programmes/b006s5dp/episodes/player , można też najlepsze zestawienia kupić na płytach CD. Jeszcze raz dziękuję za komentarz i również życzę samych sukcesów w nauce 🙂

  11. MrCN 8 kwietnia 2017 o 19:52 #

    Chciałbym podzielić się z Wami kilkoma prostymi ćwiczeniami, które zacząłem stosować dzięki Julianowi z doingenglish.com, na którego natrafiłem po raz pierwszy na smartpolak.co.uk.

    1. Dyktando, czyli ćwiczenie umiejętności słuchania
    Pewnie każdy w Was zna to ćwiczenie ze szkoły, ale nigdy nie stosował przy nauce angielskiego. Dyktando zmusza nas do zwracania uwago na każdy najmniejszy dźwięk języka, inaczej niż w przypadku pasywnych aktywności jak oglądanie telewizji. Ćwiczenie na początku jest bardzo męczące, ale takie właśnie ma być, jeśli chcemy aby przynosiło efekty.
    Jedyne czego potrzebujemy to krótkie nagranie audio z transkryptem oraz kartka i długopis. Słuchamy i spisujemy wszystko co usłyszymy. Ważne by nie zaglądać do transkryptu ani do słownika. Jeśli nie jesteśmy czegoś pewni po prostu zgadujmy.
    Samo zrobienie dyktanda oczywiście nie wystarczy. Kolejnym krokiem musi być porównanie tego co zapisaliśmy z transkryptem, wyłapanie wszystkich błędów i stuprocentowe zrozumienie całego tekstu. Następnie powinniśmy wypisać wyrażenia, które chcielibyśmy zapamiętać, a potem zostaje już powtarzanie.
    2. „Shadowing”, czyli ćwiczenie mówienia od strony technicznej
    Nie będę przekładał tej nazwy na polski. Chodzi o ćwiczenie mówienia polegające na naśladowaniu. Staramy się mówić równocześnie z lektorem, zwracając uwagę na wymowę wyrazów, rytm, ton i tempo. W tym ćwiczeniu przyzwyczajamy nasze usta i mięśnie twarzy do poruszania się w odpowiedni sposób. Możemy tutaj zastosować nagranie, które wcześniej użyliśmy do dyktanda. Nie wdając się w szczegóły, posłużę się linkiem do YouTube’a.
    https://www.youtube.com/watch?v=GVWFGIyNswI
    3. Nagrywanie siebie, czyli ćwiczenie mówienia od strony kreatywnej
    Do tego ćwiczenia potrzebujemy kamery, smartfona lub jakiegokolwiek innego urządzenia umożliwiającego nagranie siebie. Kręcimy 2-minutowy filmik mówiąc na jakikolwiek temat. Może to być na przykład temat z nagrania z którego korzystaliśmy przy wcześniejszych ćwiczeniach. Starajmy się wykorzystać wyrażenia, których wcześniej się nauczyliśmy. Później oglądamy nagranie, wyłapujemy błędy i inne rzeczy z których nie jesteśmy zadowoleni jak np. mowa ciała czy zbyt długie pauzy. Z każdym kolejnym nagraniem powinno być coraz lepiej.
    Powyższe ćwiczenia można spokojnie wykonywać samemu i nie ma znaczenia czy mieszkamy w UK czy w Polsce, także tego typu wymówki odpadają. Mam nadzieję, że przydadzą się chociaż kilku osobom. Szczerze polecam przyjrzenie się działalności Juliana, gdyż to o czym napisałem to tylko niewielka część wiedzy, którą od niego zdobyłem. Szczególnie zachęcałbym do zapisania się do newslettera, który bardzo pomaga zmienić swoje podejście do nauki angielskiego, co jest niezmiernie ważne.

    Na koniec chciałbym dodać, że żadna metoda nauki nam nie pomoże o ile nie będziemy jej faktycznie stosować. Najważniejsze żeby robić coś. Just do it!

    PS. Znalazłem jeszcze wywiad z Julianem przetłumaczony na polski, odnośnie podejścia do nauki angielskiego. Bardzo zachęcam do przeczytania. http://fce.pl/wywiady/146-julian-northbrook-o-podejsciu-do-nauki-angielskiego

    • Paweł Kłosiński 10 kwietnia 2017 o 13:00 #

      Hej MrCN, dzięki wielkie za świetny komentarz. Naprawdę sporo trafnych uwag, często tam jest, że namniej wdzięczne i przyjemne metody są najbardziej skuteczne. Sam planuję robić coś takiego jak opisałeś w punkcie 1 czyli dyktando. Chciałem tylko wcześniej skończyć kurs Supermemo aby mieć to „już za sobą”, kiepsko tak rozgrzebać kolejną rzecz i ją porzucić 🙂
      Super, że trafiłeś na Juliana za pośrednictwem naszej stronki, rzeczywiście interesujący gość z dobrym, brytyjskim akcentem. Pozdrawiam serdecznie i życzę dalszych sukcesów w nauce angielkiego i innych języków.

  12. MrCN 14 kwietnia 2017 o 21:21 #

    Być może słyszałeś Pawle o zasadzie Pareta (zasada 80/20 lub 80 na 20). Sprawdza się ona również jeśli chodzi o naukę angielskiego. Używamy mniej więcej 20 procent języka w 80 procentach sytuacji. Ważne jest więc, aby uczyć się tego co będzie nam najbardziej przydatne. Dlatego niezbyt efektywnym sposobem jest uczenie się bardzo wielu słówek z różnych dziedzin.

    Możemy wyróżnić trzy typy języka:

    1) absolutne podstawy, używane wszędzie;

    2) często występujący, powszechny język, specyficzny dla nas i naszej sytuacji (np. związany z pracą czy zainteresowaniami);

    3) cała reszta.

    Oczywiste jest, że im znamy więcej słówek tym lepiej. Warto jednak skupić się przede wszystkim na na dwóch pierwszych typach i nie zużywać niepotrzebnie energii i zapału na rzeczy, które szybko wylecą nam z głowy.

    Poza tym bardziej efektywne od nauki samych słówek wydaje się być uczenie się całych zwrotów, wyrażeń czy fraz („chunks”), ale to już inny temat. 🙂

    • Paweł Kłosiński 18 kwietnia 2017 o 14:33 #

      Tak tak, słyszałem o tej zasadzie MrCN. Masz rację, warto zastanowić się co tak naprawdę się przyda i uczyć się tego w pierwszej kolejności. Gdybym miał się uczyć jakiegoś nowego języka obcego to chyba zacząłbym od nauki powiedzmy 300-500 najbardziej popularnych-przydatnych wyrażeń.