Menu Górne

Czego nauczył mnie Bogaty Ojciec?

Z pewnością jesteś w stanie wymienić parę książek, które zmieniły Twoje życie. Ich lektura implikowała zmiany w sposobie myślenia, podejścia do życia i działania. Dla mnie jedną z takich książek była pozycja Bogaty ojciec, biedny ojciec autorstwa Roberta Kiyosakiego. Przeczytałam ją już jakiś czas temu, jednak dopiero dzisiaj postanowiłam podzielić się z Tobą wnioskami płynącymi z tej lektury. Mam nadzieję, że dla Ciebie też okażą się one wartościowe.

Czego nauczył mnie Bogaty Ojciec?

#1 Bardzo ważne jest to, co myślę o pieniądzach

To jest chyba clou problemów analizowanych w książce. To od tego, co myślimy o pieniądzach, wszystko się zaczyna. Wcale nie od tego, ile mamy na koncie. Czytając Bogatego ojca, łapałam się na tym, że więcej we mnie cech, które uosabia ten biedny ojciec. Może nie była to jakaś miażdżąca przewaga, nie mniej jednak dała mi do myślenia.

Im bardziej zgłębiałam temat, tym więcej miałam dowodów na to, że my – Polacy – tak po prostu mamy. To taka przywara narodowa – piastowanie powiedzeniu pieniądze szczęścia nie dają i kilku podobnym. Tym samym dewaluacja znaczenia pieniądza w naszym życiu. W końcu każdy Polak wie, że jak ktoś jest bogaty, to znaczy, że te pieniądze ukradł. A przecież nikt z nas nie chce być uważany za złodzieja.

Cóż, wartość mojego portfela też była, delikatnie rzecz ujmując, w owym czasie skromna. Co gorsza, wcale nie miałam w sobie jakiegoś wewnętrznego imperatywu do diametralnego jej zwiększania. Po dziś dzień w sumie nie mam, ale już potrafię popatrzeć na finanse z trochę innej perspektywy – jak na narzędzie, które po prostu lepiej jest mieć, niż nie mieć, w domu.

Zweryfikowałam swoje przekonanie dot. pieniędzy, wyszczególniając te negatywne i wciąż staram się z nimi walczyć. Niektóre pojedynki już dzisiaj mogę uznać za wygrane. Nie mniej jednak wątpię, żeby kiedykolwiek mentalność człowieka bogatego stała się w 100% moim udziałem. Po prostu dążę do moim zdaniem zdrowej równowagi, za cel obrałam sobie osiągnięcie stabilnej pozycji w klasie średniej. Co więcej, wydaje mi się, że ten cel jest jak najbardziej realny.

Zastanawiasz się, dlaczego bogaci się bogacą a biedni pozostają biedni? W Bogatym ojcu znajdziesz wiele trafnych uwag na ten temat. Co prawda, w przed chwilą podlinkowanym wpisie bazowałam na innej książce, ale są to zasady na tyle uniwersalne, że warto się z nimi zapoznać. Wiele z nich jest identyczna jak te, które odnajdziesz na kartkach Bogatego ojca.

Uważaj na swoje myśli, stają się słowami. Uważaj na swoje słowa, stają czynami. Uważaj na swoje czyny, stają się nawykami. Uważaj na swoje nawyki, stają się charakterem. Uważaj na swój charakter, staje się przeznaczeniem. – Lao Tze

#2 Nie ważne, ile zarabiam, ale ile mi z tej sumy zostaje w kieszeni

To w tej książce po raz pierwszy spotkałam się z dowodem na to, że wysokie zarobki wcale nie muszą czynić człowieka bogatym. Większość ludzi wydaje tyle, ile zarabia, albo nawet więcej. W ich przypadku równanie PRZYCHODY – WYDATKI daje liczbę bliską zeru albo nawet, co jeszcze gorsza, wartość ujemną.

Kiedy czytałam Bogatego ojca byłam idealistką święcie przekonaną o tym, że wystarczy, że zwiększą się moje przychody, by moja sytuacja finansowa uległa ogromnej poprawie. Z czasem okazało się, że to tak nie działa. Życie dość brutalnie zweryfikowało moje podeście, a to, co napisał Kiyosaki, tylko potwierdziło moje przeczucia. Na drodze do dużych pieniędzy, trzeba nieustannie walczyć z samym sobą i stawiać czoła problemowi inflacji stylu życia. Oczywiście, wszystko w granicach zdrowego rozsądku.

Nie warto przykładać aż tak dużego znaczenia do wysokości pensji, największą uwagę należy kierować na to, ile nam z tej pensji co miesiąc zostaje. Bo to właśnie te oszczędności, kumulowane z miesiąca na miesiąc, kiedyś sprawią, że będziemy bogaci – to w wersji bardzo optymistycznej. W wersji realistycznej – porządnie zabezpieczymy finansowo swoją rodzinę.

#3 Większość ludzi błędnie definiuje pasywa i aktywa, ja także robiłam to źle

Wedle akademickiej teorii pasywa to sposób na finansowanie aktywów. W księgowości wartość aktywów zawsze jest równa wartości pasywów.

Jednak w życiu codziennym dużo lepiej jest posługiwać się rozróżnieniem, którego dokonał autor Bogatego ojca. Mianowicie:
pasywa to to, co wyciąga pieniądze z Twojego portfela, a aktywa to to, co jej generuje.

Wiele osób uważa zakup własnego M za operacje aktywną. Nic bardziej mylnego. Kto już raz przechodził przez urządzenie własnego gniazdka albo prowadził szczegółowy domowy budżet, ten się z pewnością ze mną zgodzi. Własne mieszkanie / dom generuje koszty i to naprawdę niemałe. Dopiero zakup nieruchomości pod wynajem można uznać za nabycie aktywa.

W życiu należy odbiec od księgowej zasady równowagi bilansowej. Należy dążyć do tego, by posiadać jak najwięcej aktywów, a jak najmniej pasywów. Rzecz jasna, nie da się ich wyeliminować w 100%, ale już nie raz i nie dwa pisaliśmy o tym, jak można je np. w kontekście codziennych wydatków na dom obniżyć.

#4 To ja jestem odpowiedzialna za swoją sytuację finansową

Po prostu, bez owijania w bawełnę. Zwalanie winy na rodziców, partnerów, doradców w banku do niczego dobrego nie prowadzi. Weź odpowiedzialność za własną sytuację finansową. To Ty musisz być motorem pozytywnych zmian. Tylko w ten sposób mogą okazać się one skuteczne i trwałe.

#5 Pieniądz robi pieniądz, jeśli odpowiednio wprawimy go w obieg

Chyba o to głównie chodzi w Bogatym ojcu. To książka w dużej mierze o podstawach budowania biznesów pasywnych i takiego zarządzania kapitałeęm, by jak najmniej sobie przy tym brudzić ręce. To książka, która niejednego pchnęła w stronę zakładania własnej firmy czy zarabiania na stronie internetowej.

Kliknij, by kupić książkę

#6 Najlepsza inwestycja, to inwestycja w siebie

To trochę pokłosie lektury. Nie pamiętam, czy było to wspomniane wprost. Wydaje mi się, że można to tylko było wyczytać pomiędzy wierszami. Dlatego jeśli zastanawiasz się, w co zainwestować, zainwestuj w siebie. Nigdy nie zapominaj o tym, by zwiększać swoją wartość na rynku pracy, by zdobywać nowe umiejętności. To dzięki temu, co potrafisz, będziesz w stanie wyjść z największych tarapatów finansów. A te – jak wiadomo – chodzą po ludziach. Czasem nawet odpowiedniej wielkości fundusz bezpieczeństwa może okazać się niewystarczający.

bogaty ojciec, biedny ojciec

#7 Nie da się wyeliminować ryzyka ze swojego życia. Trzeba nauczyć się nim zarządzać

Mam bardzo niską skłonność do ryzyka. Nie jestem typem człowieka, który z uśmiechem na ustach skacze na bungee albo który lubi wciskać gaz do dechy na ostrych zakrętach.

Niestety, w życiu nie da się zabezpieczyć na wszystkie sytuacje, nie da się stale unikać zagrożenia. Trzeba liczyć się z tym, że sam fakt, że wciąż oddychamy, niesie w sobie ryzyko śmierci. Po prostu należy się z tym pogodzić i dążyć do wzmacniania w sobie poczucia odwagi. Bo odważny tak naprawdę jest ten, kto działa pomimo strachu.

Tak samo jest z inwestycjami, chcąc coś ugrać, trzeba zaryzykować. Jednak to, na jakie ryzyko sobie pozwolimy, jest już polem do negocjacji. Inne ryzyko wiąże się funduszami inwestycyjnymi, inne z nieruchomościami, a jeszcze inne z grą na giełdzie.

To, co najbardziej utkwiło mi w pamięci z Bogatego ojca, jeśli chodzi o ryzyko, to podkreślenie tego, że wraz ze wzrostem wiedzy, jesteśmy w stanie coraz lepiej optymalizować ryzyko. Im więcej wiemy, tym na więcej zagrożeń jesteśmy przygotowani. Znamy więcej strategii wyjścia z problematycznych sytuacji.

#8 Kluczem do sukcesu jest dobra znajomość teorii + umiejętność wprowadzania jej w życie

Przeczytanie samej książki nic w moim życiu nie zmieniło. Dopiero wprowadzenie kilku zmian inspirowanych lekturą przyniosło jakieś efekty. Nie były to efekty spektakularne, ale jakiś progres nastąpił.

Swego czasu była moda (być może w niektórych kręgach dalej jest) na rozwój osobisty. Każdy musiał czytać jakąś mądrą książkę z cyklu jak żyć. Co ciekawe, większość tych ludzi była dobra tylko w gębie. Znała np. teorię dobrego zarządzania sobą w czasie, ale wciąż bardzo często się spóźniała.

Dlatego tak istotne jest, by nigdy nie zapominać o praktyce. Przestać traktować teorię jak świętego Graala. To dopiero praktyka nadaje jej sens. Co z tego, że będziesz wiedział, że należy oszczędzać na emeryturę już wieku 30 lat, jeśli nic z tym fantem nie zrobisz? Przechodząc na emeryturę, będziesz miał taki sam poziom oszczędności jak kumpel, który nie zdawał sobie w ogóle sprawy z tego, jak ważne jest samodzielne finansowe zabezpieczenie na spokojną jesień życia.

Robert

#9 Pieniądze są ważne i nie ma sensu zaklinać się, że jest inaczej

Ten punkt nierozerwalnie łączy się punktem pierwszym. Można by powiedzieć, że jest jego rozwinięciem. Myślę jednak, że tego rodzaju podejście wymaga podkreślenia.

Wielu z nas ignoruje fakt przepływu pieniędzy przez własne ręce, uznając za całkowicie naturalne, że pieniądze płyną w odpowiednim kierunku. Dopiero na życiowych zakrętach do co poniektórych dociera, że kierunek wcale nie był taki dobry, a wręcz przeciwnie, okazał się prowadzić na finansowe manowce.

Niemała grupa ludzi w ogóle nie zwraca uwagi na to, co dzieje się z ich pieniędzmi. Są? To dobrze. Nie ma? To trudno. Szanowni Państwo, nie tędy droga. Świadomość, świadomość i jeszcze raz świadomość – to najważniejsze przykazanie w sprawnym zarządzaniu domowym budżetem. A tym samym – w dalszej kolejności – do pomnażania zgromadzonego kapitału.

#10 Bezpieczeństwo finansowe jest ważniejsze od bogactwa

Bardzo często mówi się o tym, że należy dążyć do bycia bogatym. Moim zdaniem priorytetem powinno być zapewnienie sobie bezpieczeństwa finansowego. I jest to cel, do którego bezwzględnie każdy z nas powinien dążyć. Rozumiem, że są ludzie, którzy nie czują potrzeby posiadania milionów na koncie. Ciężko mi jednak zrozumieć, że jest tak wiele osób, które nie uświadamiają sobie znaczenie budowania własnego zabezpieczenia finansowego na przyszłość.

#11 Moim obowiązkiem jest rozwijać u moich dzieci inteligencję finansową

To tak naprawdę jeden z najlepszych prezentów, jaki możemy dać swoim pociechom. To z pewnością TOP3 obok inteligencji emocjonalnej i zdrowego poczucia własnej wartości.

Niestety bardzo często rodzice nie traktują tego jak swojego obowiązku. Wydaje im, że skoro ich nikt tego nie uczył, a sobie jakoś w życiu radzą, to ich dzieci też sobie bez tej elementarnej wiedzy poradzą. Szkopuł w tym, że świat finansów jest z roku na rok coraz bardziej zagmatwany i coraz mniej przyjazny normalnym Kowalskim. Jeśli nie zadbamy o solidne podstawy wiedzy ekonomicznej u najmłodszych, to wysoce prawdopodobne, że przez całe swoje życie będą się czuć w tym świecie zagubieni.

Możesz się ze mną nie zgadzać, ale przypomnij sobie, jak wyglądał świat finansów 10 lat temu i porównaj to z dzisiejszym stanem. Idę o zakład, że zmiany na przestrzeni kolejnej dekady będą jeszcze bardziej rewolucyjne.

Dlatego naprawdę warto rozmawiać o edukacji finansowej najmłodszych i działać w tym kierunku. Uczyć ich tego, czego naprawdę warto uczyć, dokonywać zdrowej selekcji informacji. Okazuje się, że można uczyć nawet kilkulatków, bawiąc, a właściwie to grając w odpowiednio przygotowane gry. Da się da? Da. Trzeba tylko chcieć.

A czego Ciebie nauczy Bogaty Ojciec?

A może już Cię czegoś nauczył albo masz jakieś własne przemyślenia w temacie finansów osobistych i podejścia do pieniędzy? Podziel się, proszę, nimi w komentarzach.

Nie zwlekaj, kup „Bogatego ojca” jeszcze dziś

*** linki prowadzą do naszego Smart Polakowego sklepu.

Czego nauczył mnie Bogaty Ojciec?
Oceń treść

10 odpowiedzi do Czego nauczył mnie Bogaty Ojciec?

  1. Pat 5 sierpnia 2015 o 22:43 #

    Ciekawy wpis, ale strasznie dużo pourywanych słów i błędów ;/

    • Olga 6 sierpnia 2015 o 08:05 #

      Dziękuję za czujność. Przepraszam za błędy, poprawiłam.

  2. albatros 6 sierpnia 2015 o 19:32 #

    Nie chce tu obrazac fanow Kiyosaki ale to zwykly naciagacz, oszust i dwukrotny bankrut, ktory nigdy nie handlowal nieruchomosciami. Dorobil sie na sprzedazy ksiazek poda haslami „Jak sie dorobic”. W ksiazce tu opisanej propaguje nielegalne sposoby ktore moga w Stanach zakonczyc sie wiezieniem, namawia do kupna drogich zegarkow i samochodow – jest to odwrotnosc kogos inteligentnego finansowo. Wyplynal dzieki MLMowi Amway i jest guru dla MLMowcow zanim dostrzega ze sa czescia piramidy i ze 99.5% z nich nigdy nie dorobi sie na MLMie

    Wiecej tu: http://www.johntreed.com/Kiyosaki.html

    i tu:http://blog.krolartur.com/anty-guru-robert-kiyosaki/

    • Olga 6 sierpnia 2015 o 19:50 #

      Już od kilku osób słyszałam podobne opinie, więc zapewne coś jest na rzeczy. Szczególnie w dobie boomu na rozwój osobisty i tworzenie dochodów pasywnych. Od MLM trzymam się z daleka, nawet nie do końca wiem, czy to się je. Po prostu z zasady trzymam się od tego jak tylko najdalej się da.

      Przyznaję, że czytałam tylko jedną jego książkę i nie pamiętam, by namawiał do kupna drogich samochodów. Jeśli tak było, to nie wydało mi się to na tyle istotne, by zapamiętać. Nie będę się wypowiadać o jego całej działalności, bo Bogaty ojciec był jedyną stycznością z jego osobą.

  3. Bartek 7 sierpnia 2015 o 01:12 #

    Czytałem tą książkę również. Podobała mi się.
    Oczywiście że można się czepiać jak się człowiek uprze ale dla mnie to była jedna z książek inspirujących do działania.
    Mój sposób to:
    Najprostszym chyba rodzajem aktywów w naszym przypadku jest kupienie własnego M. Tyle że nie drogiej willi czy chaty nowej od dewelopera tylko kupienie taniego domu. szybka jego spłata i czerpanie zysków.
    Skoro i tak trzeba płacić za wynajem to już lepiej spłacać swoje.
    600 funtów miesięcznie dodatkowo za nie robienie nic to już miłe uczucie.
    A jak się dobrze ogarnąć to jeszcze pokoje wynajmiecie i będziecie na tym zarabiać zanim się spłaci.
    Pozdrawiam Bartek
    😀

    • Olga 7 sierpnia 2015 o 10:27 #

      Gratuluję sukcesu! Dziękuję za podzielenie się własnymi doświadczeniami i pokazanie, że to w praktyce też to jest możliwe. Również pozdrawiam 🙂

    • Paweł 19 sierpnia 2015 o 12:30 #

      Hej Bartek, zgadzam się z Tobą jeśli chodzi o ocenę Koyosakiego, ale nie mogę się zgodzić, i Robert raczej też się nie zgodzi, że własny dom jest aktywem. Zakup wiąże się z kredytem a ten drenuje portfel. Chyba lepszym rozwiązaniem byłoby rozwiązaniem byłoby dalsze wynajmowanie i zakup domu ale nie dla siebie tylko pod wynajem. Sposób, o którym piszesz, czyli zakup dla siebie ale wynajmowanie niektórych pokojów, jest również dobre.

  4. hh453 10 sierpnia 2015 o 23:12 #

    @albatros Gość , który krytykuje Kiyosakiego, a sam naciąga ludzi na takie wygórowane ceny za swoje sesje, nie jest chyba zbyt dobrym autorytetem jako źródło krytyki….

  5. Paweł 17 sierpnia 2015 o 19:12 #

    Mi osobiście bardzo podoba się ta książka, słucham też co tydzień Rich Dad Radio, podcastu Roberta i jego żony Kim. W wielu punktach się z nimi nie zgadzam (główny to chyba budowanie bogactwa przy użyciu długu) każdy z nas ma jednak swoją, indywidualną drogę rozwoju finansowego i to my a nie autorzy książek ponosimy odpowiedzialność za własne finansowe decyzje. Nie musimy od razu kopiować rozwiązań kogoś innego, życie i biznes są zbyt dynamiczne, żeby były jakieś gotowe recepty, które szybko pomogą osiągnąć sukces. Główną zasługą Kiyosakiego jest nie tyle przedstawianie prawdziwych teorii ile skłanianie do zastanowienia nad tymi sprawami. Fakt bywa, że jest trochę arogancki ale ma sporo dobrego humoru i auto-ironii także miło się go słucha, zachęcam do wysłuchania choć jednej audycji: http://www.richdad.com/radio/